Cnoty franciszkańskie
„O błogosławionej nadziei i świętej cierpliwości”

Jak długo żyje człowiek na ziemi, tak długo towarzyszy mu nadzieja. Nie możemy bez niej żyć i rozwijać się. Jest tak potrzebna jak chleb i woda. Pozbawić człowieka nadziei równoznaczne jest ze skazaniem go na śmierć, Traci bowiem wpierw moc ducha, później opuszczają go i siły fizyczne.

Wiedział i wie o tym doskonale Bóg, nasz Stwórca. Który nigdy nie zostawił człowieka bez nadziei. Nawet wówczas, gdy wydaje mu się, że popadł w sytuację rodzącą w stan beznadziei.

Dowody tego dostarcza nam Pismo święte, począwszy od pierwszej dramatycznej sytuacji ludzkiej niewierności w ogrodzie biblijnego Raju. Nawet wówczas Ojciec nie pozbawia nas błogosławionej nadziei zbawienia. W tym samym momencie, bowiem rozpoczyna się wielki pochód rozrastającej się liczebnie ludzkości w kierunku zapowiadanego Mesjasza. Bóg zaś ukonkretnia swoje zbawcze plany wybierając naród, który w sposób szczególny czyni swoją własnością.

 Oni to w sposób szczególny stają spadkobiercami Jego miłości. Dlatego też przez cały czas swej wędrówki do ziemi obiecanej nie zostawił ich bez nadziei. A nawet wówczas, gdy nadzieja ich słabła, bądź też wręcz upadała, wówczas powoływał szczególnych heroldów Jego nadziei w osobach proroków, którzy na nowo budzili w nim nadzieję wiary w głębię ich życiowego powołania.

Cały Stary Testament przepełniony jest atmosferą nadziei. Nie ma w nim Księgi która nie byłaby przepełniona błogosławieństwem życia nadzieją. Ale i również prawdą o pokładanej nadziei Boga w nas: „Złóżcie należne ofiary i miejcie w Panu nadzieję”(Ps 4, 6), „Nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności”(Mdr 3, 4), „…w nich to twórca nadzieję pokłada”(Ha 2, 18).

Doskonały spełnieniem wszystkich nadziei człowieka Starego Testamentu stał się Jezus Chrystus. W nim jednak możemy zauważyć, że nadzieja chrześcijańska przyjęła przede wszystkim aspekt duchowy. Łączy ją z objawieniem Królestwa Ojca, które nie w sposób ograniczyć żadną miarą ziemską.

Jako Mesjasz realizujący swe ziemskie posłannictwo jest jednocześnie uosobieniem Kogoś, kto zawsze niesie człowiekowi nadzieję. Szczególnie zaś ludziom potrzebującym jej najbardziej; chorym na ciele i na duszy. Nadzieję czyni zasadniczą treścią swego przepowiadania, aż po nadzieję na życie wieczne. Dlatego, nie kto inna, lecz Jezus Chrystus jest kluczem nadziei człowieka, a szczególnie wierzącego chrześcijanina.

Jednakże nadzieja Chrystusowa to nie bezczynność, bujanie w obłokach, to nie beztroska bez zasad i pracy nad sobą, to nie postawa „Bóg coś tam z tym zrobi”. Nadzieja którą objawił nam Jezus to przede wszystkim moc Boga, połączona z twórczym wysiłkiem człowieka. To cierpliwość radosnej przemiany stawania się lepszym. Ona sprawia, że człowiek idzie odważnie i pewnie naprzód. Pokonuje trudności zarówno zewnętrzne jak i opory które tkwią w nim samym.

Dzięki nadziei złożonej z Chrystusie zmartwychwstałym człowiek zdolny jest nawet pokonać cierpienie i śmierć. Ona sprawia, że wszystko staje się życiem i teraźniejszością.

Bóg nasz jest Bogiem żywych, niewyczerpalnym źródłem życia, źródłem twórczej energii, a tym samym i nadziei. Dlatego nigdy nie zawiedzie człowieka. Bo jego nadzieja jest nie tylko realnością która była, ale i wartością która nadal jest i wciąż pragnie się realizować. Nieustannie czeka na mnie i na ciebie, by obdarowywać cię i ubogacać.

Taka nadzieja obejmuje wszystkich ludzi. Nawet tych, w których jest ona systematycznie niszczona przez drugiego człowieka. Biada nam, gdy pozbawiamy człowieka nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone, że jeszcze może być lepszym. Jak długo żyje na ziemi, Bóg zawsze gotów jest mu przebaczyć.

Biada nam również, gdy niszczymy nadzieję sami w sobie. Człowiek nigdy nie stanie się prawdziwie wolnym, gdy straci nadzieję na uzyskanie tej wolności. Człowiek nigdy nie wzniesie się na wyżyny autentycznego dobra, kiedy straci nadzieję, że może tego rzeczywiście dokonać.

 Ojciec, który straci nadzieję, że jest głową i autorytetem moralnym dla swojej rodziny – rozbije jej wspólnotę.

Matka, która straci nadzieję, że może urodzić i wychować jeszcze jedno dziecko, to poczęte w jej łonie nowe życie, którego dnia zabije.

Kapłan, zakonnik, siostra zakonna, gdy straci nadzieje, sens i ostateczną motywację służenia wszystkim ludziom, porzuci stan duchowny, porzuci Chrystusa.

Człowiek nie może żyć bez nadziei.

Przypomina nam jednak Jezus, podobnie jak u kresu swej ziemskiej wędrówki Apostołom: „Ja jestem z Wami, przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”(Mt 28, 30).

Pouczeni, więc realnością nadziei, którą objawił nam Jezus Chrystus, pracujmy nad sobą w wielkiej cierpliwości, składają treść orędzia naszych dobrych chęci i zamiarów w ręce Tego, który nieustannie w nas pokłada nadzieję. Za św. Franciszkiem zaś prośmy Go modlitwą przed krucyfiksem: 

„Najwyższy, chwalebny Boże, rozjaśnij ciemności mego serca i daj mi Panie, prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość, zrozumienie i poznanie, abym wypełniał Twoje święte i prawdziwe posłannictwo”.