8 niedziela zwykła. 27.02.2022r.
W sumie nawet nie pamiętam, o co poszło: czy frędzle u płaszcza nie były wystarczająco długie, czy nie było kopru, z którego chciał złożyć dziesięcinę (nie wiadomo zresztą po co, skoro Prawo tego nie nakazywało), dość, że awantura jaką mój wujek reb Matatiasz urządził swoim domownikom była straszna. Dostało się cioci Rebece, które nie wiadomo który raz groził oddaleniem, jak i synom: Abnerowi, Barzilajowi i Gedeonowi, którym groził wydziedziczeniem. Kiedy zwróciłem stryjkowi uwagę, że z oddaleniem stryjenki Rebeki może tyć trudni, skoro jest nadal niewiastą zjawiskowej urody, a w dodatku świetnie gotuje, myślałem, że stryj rzuci się na mnie z nożem. On jednak ograniczył się do znieważenia mej matki. Bardzo przypominał wtedy Saula. Moja uwaga o talencie kulinarnym stryjenki Rebeki była mu wyjątkowo nie w smak, rabbi Szimmei – bożyszcze wszystkich podstarzałych mężów, rozglądających się za kolejnymi i – co oczywiste – młodszymi żonami nauczał, że powodem wystarczającym do oddalenia żony jest przesolona zupa. Hillel – kolejny wybitny rabbi miał jednak nieco więcej przyzwoitości, domagając się poważnej przyczyny, nie mógł też biedny stryjek Matatiasz odwołać się do Tory, w stryjence Rebece nie było bowiem nic odrażające. Przeciwnie, jak już wspomniałem, była kobietą przecudnej urody.
Nie wiem, jakich argumentów stryj użył, aby przekonać mojego ojca Eitana do złożenia w świątynnym depozycie 30 0sykłow, które miały posłużyć do utrzymania dziadka Mordechaja i babci Noemi. Na ich prośby o cieplejszy płaszcz na zimę, czy lekarstwo na gorączkę, ojciec i stryj odpowiadali niezmiennie: „Korban, czyli darem złożonym w ofierze, jest to, co miałoby posłużyć na wasze utrzymanie”. Kiedyś usłyszałem, jak dziadek powiedziała do żony: „Wychowaliśmy obłudników”. Musiało upłynąć nieco czasu, zanim zrozumiałem sens tego słowa. Inna sprawa, że zachowanie stryja było w tym bardzo pomocne. Ileż to razy, kiedy stryjowi i jego gościom wydawało się, że nie ma mnie w domu, słyszałem jak wychwalali pod niebiosa wdzięki nierządnic w mym rodzinnym Jerycho. Pamiętam, jak parskałem śmiechem w synagodze, gdy stryj stawał zawsze na środku domu modlitwy i mruczał z najszczerszym przekonaniem: „Boże, dziękuję Ci, ze nie jestem jak inni ludzie”. A ile roboty miała stryjenka z obmywaniem naczyń, kubków miedzianych i sztućców. Zawsze były nie dość koszerne. Każdego drugiego dnia po szabacie towarzyszyłem strykowi w rozdawani jałmużny. Nie mogliśmy tego robić zaraz przy domu. Trzeba było drałować aż na skrzyżowanie z ulicą złotników. Uszy mi puchły od dźwięku trąb oznajmiających, że oto reb Matatiasz rozdaje jałmużnę. Raczej skromną, dodajmy. Że też Najwyższy pokarał mnie takim goelem, czyli najbliższym męskim krewnym, który w razie śmierci mojego ojca (oby Najwyższy nigdy nie raczył tego dopuścić) miał mik go zastąpić. Wolałbym żebrać na ulicach Jerycha. Pamiętam, jak z kuzynami Szimonem i Urielem zaśmiewaliśmy się do łez widząc, jak stryj walczył łokciami na śmierć i życie z pewnym korpulentnym kupcem o pierwsze miejsce na przyjęciu wydanym przez przełożonego synagogi w Jerycho. Była to walka wygrana rzecz jasna przez stryja tak, dzięki strykowi szybko odkryłem znaczenie słowa: „obłuda”. Zrozumiałem, na czym polega, przykładając się strykowi, jak chodził z głową wtuloną w ramiona. Oznajmił nam, że postanowił wziąć na siebie grzechy całego Izraela. Gdy go zapytałem o ciężar monet z podobizną cezara, którymi posługiwał się bez obawy o zaciągnięcie rytualnej nieczystości, ponownie znieważył swoją szwagierkę a moją matkę. Pomógł mi stryj zrozumieć istotę obłudy, gdy nie opatrywał skaleczenia na twarzy. Jak mi wyjaśnił powstały, gdy tak szybko odwrócił twarz od pięknej dziewicy, że nie zdążył wykonać uniku przez ścianą. Gdy zapytałem go, czy ladacznice z Jerycha rozpoznaje dotykiem, prychnął tylko i szybko uciekł z pokoju. A jednocześnie pozornie taktownie, ale scenicznym szeptem radził reb Samuelowi, by staranniej pilnował bajecznie pięknej córki Rut, która zbyt długo gapił się na Eleazara, najstarszego syna kupca bławatnego Natana. Dostrzegłem cała ohydę obłudy widząc, jak stryj z nienamaszczoną głową i z nieutrefioną brodą (chciał, by wszyscy widzieli, że pości), zajadał się w komórce chlebem i mięsem, nie żałując sobie przy tej okazji wina.
Tak, rabbi Jeszua ma po stokroć rację nauczając, że złe drzewo nie może wydać dobrego owocu. Serce stryja było złym skarbcem, z którego wydobywał wyłącznie zło. Ale przecież stryj nie był wyjątkiem. Nie wiem, jak na tę przypowieść Jeszui zareagują faryzeusze. Co się stanie, gdy Rabbi z Nazaretu przybędzie do Jerozolimy? Żeby Mu tylko nie zrobili krzywdy. Ale przecież lud kocha Jeszuę i słucha Go z zapartym tchem. Na pewno nie pozwoli faryzeuszom skrzywdzić Jeszuę.