Wielkanoc to święto nadziei. Od 2000 lat wielu ludzi twierdzi, że Jezus żyje. Nie wiemy, ilu ludzi na przestrzeni wieków chwytało się nadziei ofiarowanej przez dwa słowa: „Chrystus zmartwychwstał”. Czy dziś jest inaczej? W życiu wielu spośród tych, który już nie chcą wierzyć, przychodzić moment, kiedy z tyłu głowy odzywa się coś, co zapamiętali ze szkolnej katechezy: niechby nieskutecznej i niechcianej – że Chrystus zmartwychwstał. Wierzę, że bardzo wielu z ludzi, którzy już wierzyć nie chcą, wraca do tych dwóch słów, jako do ostatniego źródła nadziei i życiowej siły. Może powtarzają te słowa leżąc na szpitalnym łóżku, czekając na operację, czekając na śmierć, odczytywaną w zmartwionym wzroku lekarza, w niepewnym spojrzeniu najbliższych. Wtedy mogą już tylko powtarzać: Chrystus zmartwychwstał. Tylu ludzi: sponiewieranych, skrzywdzonych, bezbronnych, powtarza te same słowa. Powtórzmy i my te słowa, wszyscy bowiem potrzebujemy i chcemy nadziei. Niewierzący uznają nadzieję za matkę głupich. Dla wierzących nadzieja jest darem Ducha Świętego.
Bądźmy umocnieni obchodem Świąt Zmartwychwstania Pańskiego w naszej nadziei. W nadziei na zwycięstwo dobra, na nadejście sprawiedliwości, na lepsze czasy, na częściowe przynajmniej osiągnięcie celów. Od dnia zmartwychwstania Chrystusa żywienie nadziei jest czynnością bardzo zasadną i mądrą. Zmartwychwstanie Chrystusa uzasadnia bowiem ponoszenie trudów, zgodę na cierpienie i gotowość oddania życia. Zmartwychwstanie nadaje sens każdemu ludzkiemu wysiłkowi, zmierzającemu do jakiegokolwiek dobra, choćby zmaganie to miało się zakończyć widowiskową porażką. Wrogowie Chrystusa osiągnęli sukces zabijając Go, a prawdę o Jego zmartwychwstaniu odrzucili, choć nie byli w stanie rozumnie jej zaprzeczyć. Z tego samego powodu nieprzyjaciele sprawiedliwości, wolności i prawdy wszystkich czasów posuwali się do mordowania swych przeciwników wierząc, że zabijając ich odniosą zwycięstwo.
Przyjąć nadzieję zmartwychwstania, to zgodzić się na klęskę. Bowiem przestrzenią jedynego prawdziwego rozstrzygnięcia o sukcesie i porażce jest wieczność. Zmartwychwstanie poszerza nasz duchowy horyzont o wieczność. Stamtąd naprawdę widać lepiej i więcej. Może nawet jest tak, że w ogóle warto patrzeć na swoje życie tylko z perspektywy wieczności, z perspektywy Zmartwychwstałego. Taka perspektywa pozwala lepiej ocenić, w imię czego warto oddać całe życie. Taka perspektywa sprawia, że nie żal życia oddać. Przecież ja też zmartwychwstanę.