Do Fontecolombo przybył Franciszek w roku 1223, mając 42 lata, aby w łączności z Bogiem przemyśleć naturę i charakter swego Zakonu, oraz opracować Regułę. Brat Anioł Clareno relacjonuje: „Udał się więc na miejsce osobne, zgodnie z Bożym natchnieniem i zamknął się w pustelni Fontecolombo, w celce urządzonej w szczelinie skalnej, pod miejscem gdzie przebywali bracia. Tylko dwaj z nich, br. Leon z Asyżu i br. Bonizzo z Bolonii, którzy byli jego towarzyszami, ośmielali się zbliżyć do niego. Tam podczas objawień Chrystusa pisze Regułę, nie umieszczając w niej niczego od siebie samego, becz pisząc tylko to, co mu Chrystus z nieba objawił” (FF 2179).

Święty Bonawentura natomiast w taki sposób opisuje o powstaniu Reguły. „Gdy zaś, po rozprzestrzenieniu się Zakonu święty mąż zdecydował, aby rodzaj życia potwierdzony przez Innocentego III, został na zawsze zatwierdzony przez jego następcę Honoriusza, uczynił to pod wpływem Bożego objawienia. Zdawało mu się, że zebrał z ziemi drobniutkie okruchy chleba i że powinien nimi nakarmić bardzo wielu zgłodniałych braci, którzy go otaczali. Gdy obawiał się, że te drobne okruchy wysypią mu się z ręku, gdy będzie je rozdawał braciom, głos z góry powiedział: «Franciszku, zrób z tych tak drobnych okruszyn jedną hostię i daj braciom, którzy chcą jeść». Gdy on to zrobił, każdy, kto ten dar niegodnie przyjmował albo przyjętym wzgardził, zostawał zarażony trądem. Rano święty mąż opowiedział to wszystko swoim towarzyszom, bolejąc, że nie rozumie znaczenia tajemniczy widzenia. Następnego zaś dnia, gdy czujny trwał na modlitwie, usłyszał ten sam głos pochodzący z nieba: «Franciszku, okruszyny, które widziałeś ubiegłej nocy są słowami Ewangelii, hostia – Reguła, trąd – nieprawością».

Chcąc więc zgodnie z ukazaną wizją skrócić Regułę, która miała być zatwierdzona, a która była podana w zbyt obszernej formie z zebranych słów Ewangelii udał się pod przewodnictwem Ducha Świętego na pewną górę razem z dwoma towarzyszami. Tam, zadowoliwszy się tylko chlebem i wodą, poszcząc, sprawił, że została ona napisana według natchnień, których modlącemu się udzielił Duch Święty. Regułę tę, po zejściu z góry, przekazał do przechowania swojemu wikariuszowi. Ten jednak po paru dniach stwierdził, że z powodu niedbalstwa Reguła ta zaginęła. Mąż Boży po raz drugi udał się na miejsce samotne i tam ją odtworzył na podobieństwo pierwszej, jakby przyjmował słowa z usta Bożych. Jak sobie życzył, otrzymał zatwierdzenie Reguły przez wspomnianego papieża Honoriusza, w ósmym roku jego pontyfikatu. Ucząc gorliwie braci jej zachowania mówił, że nic w niej nie umieścił na podstawie własnych zdolności, lecz sprawił, że wszystko tak zostało napisane, jak mu zostało objawione za pośrednictwem działania Bożego. Aby z większą pewnością potwierdzić to świadectwo Boga, po upływie krótkiego czasu, palcem Boga żywego zostały wyrażone na nim stygmaty Chrystusa Pana, będące jakby bullą Najwyższego Kapłana Chrystusa, które w pełni zatwierdziły Regułę i stanowiły uznanie dla jej autora” (Życiorys większy IV,11).

Sam Franciszek mówił o Regule, „jest ona księgą życia, nadzieją zbawienia, rdzeniem Ewangelii, drogą doskonałości, kluczem do raju, umową wiecznego przymierza. Chciał, by wszyscy bracia ją mieli, wszyscy ją znali i żeby wszędzie była ich bodźcem do pokonywania zniechęcenia oraz by rozmawiali o niej ze swoim wewnętrznym człowiekiem, jako o pamiątce złożonej przysięgi” (2 Celano, 208). W swym Testamencie Biedaczyna pisze: „I gdy Pan zlecił mi troskę o braci, nikt mi nie wskazywał, co mam czynić, lecz sam Najwyższy objawił mi, że powinienem żyć według Ewangelii świętej” (14).

W życiu Świętego spotkanie ze Słowem Bożym w Ewangelii odgrywało rolę pierwszoplanową – przez nią przemawia do niego sam Bóg w swoim Synu. Z ogromną wiarą nasłuchiwał Franciszek głosu Boga. Nasłuchiwał i był mu posłuszny. Posłuszeństwo Bogu, który raczy przemawiać do człowieka, jest jednym z zasadniczych rysów jego życia zorientowanego na Boga.

Wysłuchawszy pewnego dnia Ewangelii w czasie Mszy św. w Porcjunkuli o tym, jak Chrystus rozesłał uczniów, aby głosili Jego naukę, Franciszek poprosił kapłana o dokładniejsze wyjaśnienie. Otrzymawszy je z radością wykrzyknął: „To jest, czego chcę, to jest czego szukam, to całym sercem pragnę czynić” (1 Celano, 22). Przepełniony radością pospieszył słowa przemienić w czyn. Zdjął bury, odrzucił kij i zamiast rzemieniem przepasał się sznurem. Z wielką pilnością i bojaźnią starał się także wypełnić wszystko, co usłyszał; nie był bowiem głuchym słuchaczem Ewangelii. Zapamiętywał dobrze to, co usłyszał i starał się spełnić wszystko, aż do ostatniejszego, jakby cieleśnie przed nim stał i przemawiał. A na to nie mógł pozostać głuchy. Dozwolił się ewangelizować. Brat Leon opowiada, jak Franciszek codziennie opierał swe życie na Ewangelii i z jaką czcią dotykał jej księgi; specjalnie dla siebie kazał ją przepisać, aby nie stracić codziennego czytania, ilekroć z racji choroby czy innych powodów nie mógł uczestniczyć we Mszy św. Przeczytawszy fragment Ewangelii, całował ją zawsze dla okazania swej najwyższej czci dla Chrystusa.

Wielokrotnie powtarzał ewangeliczne zdanie: „Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem” (J 6,36). Wskazując w Testamencie (13) z wdzięcznością na źródła, z których czerpał za życia, nie zapomniał dodać: „I wszystkich teologów, i tych, którzy dają najświętsze słowa Boże, powinniśmy szanować i czcić jako tych, którzy dają nam ducha i życie”.

Ewangelia, jak wskazuje na to jej grecka etymologia (eu – dobra, angelion – wiadomość), jest dobrą i radosną nowiną. Ewangelia to obwieszczenie łaski, bezwarunkowej miłości Boga do człowieka, zbawienia, nowego życia, które Bóg zapoczątkował w historii prze przyjście swojego Syna. Objawione są tu tajemnica Boga, godność człowieka, przemiana świata. Ewangelia nie jest w pierwszym rzędzie wymaganiem, lecz niewypowiedzianym darem, który pociąga za sobą wymagania nowego życia. Centralnym przesłaniem Ewangelii jest więc bezinteresowna i w najwyższym stopniu dobroczynna inicjatywa Boga przyjmującego ciało w Jezusie Chrystusie.

„Wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15), wierzcie w Dobrą Nowinę – te dwa wyrażenia oznaczają to samo. Drugie oddaje po polsku to, co pierwsze oznacza po grecku. Lecz my – przeciwnie do św. Franciszka – rak bardzo osłuchaliśmy się ze słowem Ewangelia, że dla wielu z nas straciło ono coś ze swego głębokiego znaczenia i ze swej mocy. Tym wezwaniem: „Wierzcie w Dobrą Nowinę” Jezus rozpoczyna publiczne nauczanie. U progu swojej służby nauczycielskiej Chrystus chce znaleźć sięgam w klimacie, w atmosferze nadziei i radości i nas w tę atmosferę wciągnąć. Dobra Nowina… czy Ewangelia Jezusa jest dla mnie „nowiną”? Jeśli była nią kiedyś, czy jest nią jeszcze? Czy była nią kiedykolwiek? To, co „nowe”, ukazuje się nam zawsze w podwójnym aspekcie. Z jednej strony „nowe” kładzie kres „staremu”. Każda nowość uchyla pewien stan rzeczy. Zajmuje miejsce sytuacji, która przestała istnieć. „Stare” zostaje odsunięte w przeszłość, w nieaktualność. Z drugiej strony nowość, jak sama nazwa wskazuje, coś rozpoczyna. Wprowadza nas w coś, co jest inne niż to, co było przedtem.

Każda nauka Ewangelii jest nowiną. Powinna być nowa dla nas za każdym razem, gdy ją czytamy. Jest za każdym razem wtargnięciem czegoś całkowicie innego, całkowicie nowego, w wąską dziedzinę tego, co już widzieliśmy, co już czytaliśmy, co już przeżyliśmy. Jest bramą otwartą na niewyobrażalną i cudowną nieskończoność.

Słowa Ewangelii, które słyszeliśmy już wiele razy, przestają poruszać naszą duszę, być dla niej zbawiennym wstrząsem. Słuchamy ich jeszcze raz! Jakby znudzeni, czy mniej lub bardziej nieczuli. Stoimy wobec nauki Jezusa z naszym brzemieniem, z naszymi grzechami, z naszą samotnością. Czy naprawdę oczekujemy, że wszystko w nas, dla nas, zostanie zmienione? Czy ciężar, który niosę od lat, zostanie zdjęty z mych ramion? Czy prawie każde słowo Ewangelii wzięte przypadkowo – jak u Franciszka – może przemienić i wypełnić mój dzień? Czy może z każdego dnia uczynić dzień nowy?

Tak, jeśli tego słowa słucham i przyjmuję je całym sercem. Bowiem Dobra Nowina Jezusa jest jako nowina do nas, do mnie. Jeśli przyjmuję Dobrą Nowinę, wówczas nie tylko dzień dzisiejszy staje się nowym dniem. Jeśli dziś sercem oddanym usłyszę od Zbawiciela coś, czego dotąd nie znałem – a wszystkiego, co Go dotyczy, i co dotyczy mnie, muszę się dowiadywać od Niego, uparcie, każdego dnia – wówczas ja sam natychmiast się zmieniam. Dobra Nowina przynosi uzdrowienie, przebaczenie, pewność, światło. „Bo pierwsze rzeczy przeminęły… Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,4-5).

Dobra nowina Jezusa jest „dobra”, gdyż została oznajmiona nam przez Tego, który jest ludzkim obrazem odwiecznej Dobroci, przez Tego, w którym dobroć stała się Ciałem. Jest dobra, ponieważ jej treść, jej istota, są zapowiedzią i obietnicą łaski. Jest dobra, gdyż dzięki niej tryskają w nas źródła radości, radości prawdziwej, która przewyższa wszelką radość. Dobra Nowina Jezusa jest radosną wieścią, promiennym zwiastowaniem.

Panie Jezu, zbudź moją duszę ku nowości Twojej wiosny. W Tobie są wszystkie moje wiosny. Ty jesteś moją wiosną, która nie przemija. Ty jesteś dniem bez zmierzchu, bez zachodu słońca. Jezus sprawia, że wszystkie rzeczy stają się nowe. Wszystkiemu, co Go otacza, przekazuje coś ze swojej własnej nieskazitelności. Nieskazitelna nowość cechuje rzeczy, z którymi się styka, które dotyczą bezpośrednio Jego życia. Osioł, którym posłużył się Jezus, aby wjechać do Jerozolimy, jest oślęciem, „którego nikt jeszcze nie dosiadł” (Łk 19,30). Kobieta, która przyniosła cenne alabastrowe naczynie napełnione czystym olejkiem nardowym, nie zachowa tego naczynia, aby go później używać. Mogła je otworzyć lecz „stłukła flakonik i wylała Mu olejek na głowę” (Mk 14,3). Nigdy już kosztowne naczynie nie będzie nikomu służyło. Było przeznaczone dla samego tylko Jezusa. Tunika Jezusowa, o którą żołnierze rzucali losy, „nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu” (J 19,23). Grób, w którym Józef z Arymatei i Nikodem złożyli ciało Jezusa, był nowym grobem, „w którym jeszcze nie złożono nikogo” (J 19,41). Te czysto materialne szczegóły są odbiciem istotnej cechy Jezusa: absolutnej nieskazitelności. Nie ma w Nim żadnego podziału. Jest inność, jedyność.

Te szczegóły są również dla nas znaczącą wskazówką. Nie pozwolić nikomu zająć miejsca, które Jezus rezerwuje dla siebie. Nie namaszczać nikogo wonnościami, które przystoją tylko głowie Jezusa. Być tak jednolitym, jak szata Jezusa, bez szwów i łatek. I wierzyć, że złożenie do grobu i zmartwychwstanie Jezusa nadały grobowi – każdemu grobowi – całkowicie nowy sens.

Ewangelia rozświetla życie św. Franciszka. On uwierzył w Ewangelię. Bez przyjęcia Ewangelii i głoszenie na niewiele się zda. Uwierzyć w Ewangelię, odmienić swoje życie, nawrócić się, to sprawy ważniejsze niż jej głoszenie, przepowiadanie. Biedaczyna dał się pochwycić i uformować Ewangelii, w taki sposób, aby ukazać się wszystkim jako człowiek Ewangelii w pełnym rozumieniu tego słowa. Święty mówi, że „sam Najwyższy objawił mi, że powinienem żyć według Ewangelii świętej”. Takie stwierdzenie zawiera w sobie niesłychane przekonanie: Franciszek mówi, że otrzymał przesłanie ewangeliczne bez ludzkiego pośrednictwa; bez przewodnika, ojca duchowego. Posłańcem dla Franciszka jest sam Pan. On niesie Ewangelię, On objawia mu drogę, jaką ma podążać. Tego „objawienia” nie należy rozumieć jako wewnętrznego natchnienia, wizji lub głosu. Z tego, co wiemy, to właśnie słuchając Słowa Bożego Franciszek rozpoznaje objawienie wzywające go osobiście i uznaje je za dar Boży.

Kiedy Święty wypowiada się swobodnie, jak to czyni w swych pismach, zdaje się być pochłonięty przez Słowo Boże. Jego pisma są utkane z cytatów biblijnych. Wynika stąd, że Franciszek pragnie przyjąć i zaproponować innym całą Ewangelię Chrystusową. Jest to wizja Boga, który jest Miłością, a który objawił się w Jezusie Chrystusie przez Ducha Świętego; to także pełna kontrastów wizja człowieka, grzesznika i nędzarza, jednak będącego obrazem Boga i wezwanego do wzniosłego przeznaczenia, do życia w Duchu Świętym. Jest to działanie darmowe skierowane od Boga Ojca do człowieka, „święta miłość”, która zbawia tylko z Jego łaski i z Jego miłosierdzia.

Przed nawróceniem i przez wszystkie te lata, kiedy w ciemności poszukiwał swej drogi, Franciszek nie mógł mieć bezpośredniego kontaktu z Pismem Świętym. Nie mógł go czytać, bo nie mógł go mieć. Słuchanie słowa głoszonego przez Kościół będzie stawało się stopniowo i na całe życie miejscem uprzywilejowanym jego poznania Pisma i zażyłości z nim. Biedaczyna wnika w Biblię nie prze osobiste „studium”, ale prze pośrednictwo Kościoła. Dzięki liturgii poznał Psałterz i Ewangelię. Liturgia (eucharystia i boskie oficjum) celebrowana w Kościele i przez Kościół pozwoliła Franciszkowi dojść do prawdziwego poznania Ewangelii w całej jej pełni.

Zwykle, kiedy mówimy o Franciszku, człowieku Ewangelii, kiedy głosimy jego radykalizm w przyjmowaniu i posłuszeństwie Ewangelii, mamy na myśli ubóstwo. Święty przyjmuje Ewangelię sposób radykalny, traktując raczej dosłownie zalecenia dotyczące wszelkiej własności i pieniędzy oraz o wysyłanie na misje. Ten sposób widzenia jest niepełny i ograniczający.

Biedaczyna był niezłomnie przekonany, że powinien medytować, słuchać i czytać Pismo Święte dlatego, że Biblia mówi ludziom o Panu Bogu i Jego pięknych i wspaniałych dziełach: przede wszystkim o stworzeniu, wcieleniu i odkupieniu. Pozwala ludziom poznawać: Kim jest Bóg! Kim jest Pan, do którego zwracamy się i mówimy – Ojciec z Nieba. Kim jest Ten, o którym Ewangelia mówi: Pan, Zbawiciel, Brat. Przyjaciel człowieka, Jezus. Czytając Pismo Święte możemy doświadczyć osobistego spotkania z Duchem Świętym, Miłością obdarowującą nas bogactwem Boskich darów.

Medytacja nad Ewangelią prowadzi do zdobycia wystarczającej na tym świecie wiedzy o Bogu i o zasadach właściwego odnoszenia się do Niego (życie religijne). Uczy nas też bycia dobrym dla bliźnich (życie moralne). Franciszek poucza nas, że winniśmy pilnie uważać, by otrzymana na drodze rozważania nad Ewangelią wiedza, nie zaowocowała w nas poczuciem wyższości, chełpliwości, bycia lepszym od innych. Winniśmy się strzec, by nie wbiła nas w „religijną” pychę.

Właściwe podejście z wiarą do Ewangelii sprawia, że człowiek zaczyna coraz bardziej pragnąć być godnym osobistego spotkania z Najwyższym i Najświętszym. Wzrasta w nim gotowość przyjęcia całej Ewangelii, Dobrej Nowiny i całkowitego bezwarunkowego powierzenia się Bogu na zawsze i nieodwołalnie. A jeśli trzeba będzie, to aż po ofiarę z życia.

W Piśmie Świętym, w tej niezwykłej Księdze, Bóg mówi o sobie, a są to słowa czystej niepodważalnej prawdy. Mówi o swoim zbawczym dziele, którego dokonuje tylko dlatego, że bezgranicznie kocha ludzi i każdego człowieka, całe swoje stworzenie. A wszystko to czyni po to, by człowiek poznawszy Go, zapragnął spotkania z Nim, już tu na ziemi, by wytrwał w jedności z Nim na zawsze.

Czytając Ewangelię pomocą i pod opieką Ducha Świętego stopniowo odkrywamy, ku naszemu zaskoczeniu, a zarazem wielkiej radości, że Ono mówi o każdym z nas i o naszej teraźniejszości. Mówi także do mnie osobiście. Zwraca się do mnie po imieniu! Odsłania się wielka i wzruszająca prawda: Bóg mówi do mnie jak Ojciec do syna czy córki, a do nas wszystkich jak do swojej rodziny, do swoich dzieci.

Ważnym jest także i to, co mówi: a są to moje sprawy, sprawy osobiste. Ojciec z Nieb , Pan Jezus, Duch Święty rozmawiają ze mną o moim bogactwie, o moich duchowych i naturalnych przymiotach. Uczą mnie jak je w sobie odkrywać, jak je rozeznawać, jak z nich korzystać dla własnego i bliźnich pożytku. W tej świętej Księdze Bóg mówi również o moich słabościach, niewiernościach, grzechach, życiowych porażkach i klęskach, o krzywdach jakie wyrządziłem sobie i moim bliźnim. Ukazuje mi jak długo czekał na to, by mi pokazać moje słabości. A czekał często całe lata, po to bym okrzepł, dorósł do przyjęcia bolesnej prawdy o samym sobie. Czekał, bym poznawszy siebie wykorzystał swoje słabości do własnego wzrostu, a nie do upadku.

W Ewangelii Bóg mówi i pokazuje mi, co dalej mam czynić. Pokazuje mi perspektywę dalszego życia. Uczy mnie jak powinienem spożytkować moje słabości dla zrozumienia innych i do silniejszego związania się z Nim. Uczy jak iść i kroczyć za Nim jako Przewodnikiem, po trudnych ścieżkach dobra i prawdy, wybranych nie według własnego rozeznania, ale tego dobra i tych wartości, które Bóg mi wskazuje.

Bóg mówi nam w Piśmie Świętym o wspólnotach, w których żyjemy, a przede wszystkim o Kościele. Mówi o rodzinie, o narodzie, o całej wspólnocie ludzkiej, o zakonach i stowarzyszeniach. Odsłania nam zasady i reguły, którymi winniśmy się kierować, aby te wspólnoty były zdrowe i twórcza. Odsłania ich blaski i cienie. Kreśli zadania do wykonania. Wytycza drogi, po których wspólnota winna kroczyć za Jezusem, aby była wspólnotą miłującą się, świadczącą o Bogu w świecie. Aby była wspólnotą pielgrzymującą do domu Ojca, do nieba, do domu nas wszystkich.

Prowadząc mnie po kartach Biblii, Bóg pozwala mi poznać i zaprzyjaźnić się z Jego i swojego Syna, Jezusa, przyjaciółmi: z Abrahamem, Mojżeszem, Dawidem, z prorokami, z Janem Chrzcicielem, z Apostołami, którzy zostawili pracę, majątek i bliskich, wszystko ze względu na Jezusa. A nade wszystko spotkać się z Maryją, która „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). Ona jest Mistrzynią medytacji nad Słowem Bożym i nad tym Słowem, które w Niej stało się Ciałem.

Przebywając w ich bliskości mogę spokojnie i bezpiecznie wędrować nawet po najtrudniejszych ścieżkach, czy też żeglować po głębiach Ewangelii! Posiadanie takich przyjaciół jest nieodzowne do tego, by posiąść i rozwinąć umiejętność medytacji nad Słowem Bożym.

Dziękujmy Bogu razem ze św. Franciszkiem za tę niezwykła Księgę, w której Bóg sam mówi o sobie i o nas. Pamiętajmy, że Pismo Święte jest księgą wiary. Nie ma Ono charakteru naukowego. Winno być ono „czytane i interpretowane w tym samym Duchu, w jakim zostało napisane” ()DV 12. Biblię należy czytać z wiarą. Jest bowiem Słowem Bożym skierowanym do człowieka, które trzeba przyjąć z pokorą i wielkim szacunkiem. Czytanie Biblii jest najlepszą modlitwą, dialogiem Boga z człowiekiem; słucham tego, co mówi Bóg i staram się odpowiedzieć na Jego Słowo. Wtedy modlitwa nie jest monologiem, w którym człowiek zasypuje Boga litanią próśb i oczekuje na rychłe ich spełnienie.

Pismo Święte należy nie tylko mieć, ale czytać i to codziennie – indywidualnie lub zespołowo.

Nieżyjący Roman Brandstaetter wspomina w Kręgu biblijnym jak to dziadek pozostawił mu w spadku testament: „Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców… więcej niż mnie… Nigdy się z Nią nie rozstaniesz… A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi…”.

Jan Paweł II powiedział w Asyżu 5.11.1978 i powtórzył 2.10.1981 r. w radiowym przemówieniu: „Ubożuchny Franciszek wyraźnymi literami wypisał Ewangelię Chrystusa w sercach ludzi swej epoki”. Ewangelia jest bardziej życiem niż doktryną. Proste orędzie Ewangelii stało się tak aktualne, jak nigdy dotąd, ale jest także bardziej naglące niż kiedykolwiek. Stąd Papież prosi Franciszka: „Pomóż nam otwierać wszystko kluczem Ewangelii” (Asyż. 5.11.1978).