Brat „Mucha” a lenistwo i łaska pracy
Święty Franciszek często powtarzał, że prawdziwy brat mniejszy nie powinien wymigiwać się od chodzenia za jałmużną. Praktyka ta była dla niego ćwiczeniem się w pokorze i sposobem na przeżywanie ubóstwa. W „Pierwszej Regule” Biedaczyna napisał: „Jałmużna jest dziedzictwem i prawem ubogich, które nabył dla nas Pan nasz Jezus Chrystus” (1 Reg 9,8). To właśnie jałmużna miała otwierać serca i oczy braci na Pana Boga i drugiego człowieka. W „Zwierciadle” czytamy, jak św. Franciszek spotkał u Matki Bożej w Porcjunkuli pewnego biedaka, który powracał z jałmużną z Asyżu, a przy tym z wielką radością wychwalał Pana Boga. Biedaczyna wyszedł mu na przeciw, serdecznie powitał i ucałował jego ramię, na którym dźwigał tobołek z jałmużną. Następnie zdjął torbę z jego ramienia, zarzucił ją na swoje i tak przyniósł do domu, gdzie mieszkali bracia. A wobec wszystkich powiedział: „Tak właśnie pragnę, by brat mój wyruszał i wracał z jałmużną: radosny, zadowolony i wielbiący Boga” (2 Zw 25,3). „Im ktoś jest bardziej wziętym moim synem – mówił – tym bardziej ochotnym winien być do kwestowania, ponieważ w ten sposób zgromadzi sobie zasługi”.
W klasztorze w Rivotorto żył pewien brat – prawdziwy przyjaciel brzucha, konsument owoców pracy innych braci i leń do pracy, a przy tym jeszcze mało się modlił. Święty Franciszek dowiedziawszy się o nim, surowo go skarcił: „Bracie mucho, idź swoją drogą, ponieważ chcesz zjadać owoce pracy swoich braci i być bezczynnym w służbie Bożej. Jesteś podobny do brata trutnia, co nie pracuje razem z pszczołami, ale miód chce zjadać pierwszy”. Nie ostał się w zakonie, wrócił do świata, którego tak naprawdę wcale nie opuścił, by pójść drogą ubóstwa.
Biedaczyna bratem muchą nazywał zawsze tego, gdy spostrzegł, że któryś z braci chce żyć tylko z pracy innych, i przy tym jest leniem i włóczęgą. Taki brat – jak mówił – nie robi niczego dobrego, a jedynie niweczy dobre dzieła innych, stając się ich oczach kimś podłym i godnym pogardy. By wyzbyć się takiej postawy, zachęcał braci, by pracowali i oddawali się różnym zajęciom; by „bezczynni nie błąkali się sercem czy językiem wśród spraw niegodziwych” (1 B 6).
Każdego lenia zaraz ganił kąśliwą uwagą, gdyż on sam własnymi rękoma pracował, nie pozwalając na zmarnowanie niczego ze wspaniałego daru czasu. Chciał bowiem, by wszyscy bracia pracowali i nie byli bezczynni, a ci, którzy nie umieją, mają się nauczyć jakichś zawodów, aby byli mniejszym ciężarem dla ludzi.
Podkreśla to w „Regule zatwierdzonej”: „Ci bracia, którym Pan dał łaskę, że mogą pracować, niech pracują wiernie i pobożnie, tak, żeby uniknąwszy lenistwa, nieprzyjaciela duszy, nie gasili ducha świętej modlitwy i pobożności, któremu powinny służyć wszystkie sprawy doczesne…” (2 Reg 5). W Regule FZŚ czytamy: „Niech pracę uważają za dar oraz za uczestnictwo w dziele stworzenia, odkupienia i służby ludzkiej społeczności” (16).
Pracę Franciszek uważał za łaskę. On sam, będąc wzorem wszelkiej doskonałości, trudził się i pracował własnymi rękami, „nic nic tracąc z najlepszego daru czasu” (2 Cel 161). Cała sfera pracy pozostawała u niego w bezpośredniej relacji do Boga, a wiernie i pobożnie wykonywana praca jest widomym znakiem prawdziwego życia pokuty, poprzez które człowiek przyczynia się do urzeczywistniania królestwa Bożego na ziemi. Czymś przeciwnym i niegodnym jest sytuacja, gdy praca tak bardzo pochłania człowieka, że staje się jego obsesją, przesłaniając mu głębszy wymiar życia i bezpośrednie odniesienie do Boga. Taka praca ma wyłącznie ludzki wymiar i w ostateczności sprowadza się do kultu i uwielbienia własnego „ja”.
Każda praca powinna służyć społeczności ludzkiej, a pracujący chrześcijanin – tym bardziej naśladowca Serafickiego Ojca Franciszka – powinien wdzięcznym sercem oddawać Bogu to, co należy do Boga (por. Mt 22,21). Ludzie bowiem pracując, realizują przykazanie Boga, aby czynili sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28). Praca więc należy do istotnych wymiarów duchowych człowieka i jest wyrazem wdzięczności za wszystkie dary otrzymane od Boga.
Duchowy syn i córka św. Franciszka ma żyć z pracy, ale jej celem nie jest praca dla pracy, ale osobiste uświęcenie.
W książeczce Tomasza a Kempis pt. „O naśladowaniu Chrystusa” czytamy: „Przyszedłeś służyć, a nie królować; wiedz, żeś powołany do cierpienia i pracy, a nie do odpoczywania i gawędzenia”.
Bł. Jan XXIII w encyklice „Mater et Magistra” z 1961 roku zanotował: „Jeśli chrześcijanie są złączeni z Boskim Oblubieńcem myślą i sercem, to wówczas, gdy poświęcają swą pracę sprawom materialnym, to praca ich rzeczywiście wydaje się stanowić pewnego rodzaju przedłużenie pracy samego Jezusa Chrystusa i z Niego czerpie swą moc i siłę zbawczą: ‘Kto pozostaje we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi wiele owoców’. […] Tego zatem rodzaju praca ludzka tak podnosi i uszlachetnia, że doprowadza ludzi, którzy ją wykonują, do doskonałości duchowej, a także może przyczynić się do udzielenia innym i rozprzestrzenienia owoców Chrystusowego Odkupienia” (MM 260).
Praca stała się nieodłączną towarzyszką naszego życia. Dlatego to dla uczciwego zdobycia kawałka chleba, dla zdobycia wiedzy, do zabezpieczenia sobie starości, do prawdziwej wielkości i w końcu do zdobycia nieba – prowadzi droga znojnej pracy. Praca chociaż męczy człowieka i staje się często uciążliwa, nie poniża ludzkiej godności, lecz podnosi jej wartość. Daje bowiem możność rozwinięcia wielorakich zdolności, które drzemią w człowieku jak ukryte talenty. Praca należycie wykonywana powinna dać zadowolenie i poczucie spełnionego obowiązku. Jest to coś przeciwnego do lenistwa, które rodzi pustkę nie dającą się niczym wypełnić.
Aby więc pełnić wolę Stwórcy, trzeba się modlić i pracować. Modlitwę trzeba dopełnić pracą, a pracę uszlachetnić modlitwą.
Chwalebny Józefie Święty, wzorze wszystkich pracujących, uproś mi łaskę bym i ja pracował duchu pokuty, w celu zadośćuczynienia za me liczne grzechy: bym pracował sumiennie raczej z poczucia obowiązku niż dla swojego upodobania, bym pracował z weselem i z wdzięcznością dla Boga, upatrując swą chlubę w życiu i rozwijaniu przez pracę darów odebranych od Boga, bym pracował w porządku, spokojnie, w miarę moich sił i cierpliwie, nie cofając się przed znużeniem lub trudnościami; bym pracował przede wszystkim w czystej intencji i z zapomnieniem o sobie, mając nieustannie przed oczyma śmierć i rachunek, który muszę złożyć za czas stracony, ze zmarnowanych talentów, z opuszczenia dobrego, z próżnej dumy w powodzeniu, tak szkodliwej w dziełach Bożych.
Wszystko dla Jezusa, wszystko przez Maryję, wszystko na Twój wzór, o Święty Patriarcho Józefie. To będzie moim hasłem w życiu i przy zgonie. Amen.