Pewnego dnia, późną jesienią 1206 r., w kościele św. Damiana w Asyżu – klęczy Franciszek przed cudownym krzyżem modląc się i wpatrując w oblicze Jezusa ukrzyżowanego. Miał wtedy 24 lata. Było to po uwięzieniu w Perugii, po nieudanej z powodu choroby wyprawie wojennej, a teraz przeżywa wielkie trudności duchowe. W Spoleto w czasie choroby miał dziwne widzenie czy sen, w którym wyraźnie usłyszał nakaz powrotu do Asyżu i podjęcia służby, „nie u sługi, a u Wielkiego Pana”. W tej chwili przed krzyżem św. Damiana zanurzony i pogrążony w modlitwie też słyszy głos, choć w kościółku nikogo nie ma: „Franciszku, idź i napraw mój dom (Kościół), który chyli się ku upadkowi”. Był październik 1982 r. W bazylice św. Franciszka w Asyżu przed grobem Świętego trwa na modlitwie około 10 tysięcy członków zakonów franciszkańskich. Przez to nocne czuwanie przygotowują się do uczczenia 800 rocznicy urodzin ich duchowego Ojca i przewodnika. Z nimi na modlitwie, chociaż w Rzymie na Watykanie, trwa papież Jan Paweł II, a w oznaczonej godzinie przekazuje czuwającym w Asyżu przez radio ojcowskie i apostolskie błogosławieństwo, pozdrowienie i orędzie, w którym słyszymy między innymi i takie słowa: „Posłanie serafickiego Brata Franciszka jest jak najbardziej fundamentalne, ewangeliczne, nieustannie przemawiające i przebogate w treści pouczające. W tej chwili jest to dla mnie okazja, w której przede wszystkim pragnę pobudzić was do refleksji o wielkiej miłości Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa, która u tego Świętego była jednoznaczna z miłością samego Chrystusa, (…) gdyż był on przecież człowiekiem Kościoła, oddał się bez reszty Kościołowi i poświęcił się dla Kościoła, i zawsze był niepodzielnie złączony z Chrystusem Panem”.
W pierwszym przypadku, w kościółku św. Damiana, mówił Chrystus o konieczności odbudowy i naprawy Kościoła. W drugim papież, Zastępca Chrystusa, także poleca synom i córkom Biedaczyny przeanalizować i przemyśleć jego miłość do Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa. Kościół! Miłość Kościoła! Mistyczne Ciało Chrystusa! Jego naprawa i odnowa! Oto głęboka treść obu orędzi!
Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa tworzą Jezus Chrystus i wszyscy ludzie zjednoczeni z Nim przez wiarę i chrzest. Innym razem Jan Paweł II powiedział franciszkanom: „Kochajcie Kościół, jak go kochał św. Franciszek”. Kościół to my wszyscy złączeni z Chrystusem i przez Chrystusa w jednym, niepodzielnym, żyjącym i zbawiającym Ciele Mistycznym, w którym jednak Głową, siłą ożywczą, poruszającą i zbawiającą jest sam Jezus Chrystus. W to Ciało wszczepieni zostaliśmy przez wiarę i chrzest. Kochając Kościół kochamy samych siebie, kochamy w nas Chrystusa i z Nim i z nami złączonych braci.
Pierwszorzędnym celem życia ewangelicznego nie jest indywidualna doskonałość, lecz budowanie Kościoła Świętego. Kto podejmuje to dzieło z polecenia Kościoła i w jego ramionach je realizuje, ten służy wewnętrznemu życiu tegoż Kościoła. To przepowiedział w odniesieniu do Franciszka już papież Innocenty III: „Zaprawdę, to jest ten, który swoim działaniem i nauką podtrzyma Kościół” (2 Cel 17). Od czasu pamiętnych słów Ukrzyżowanego w kościele św. Damiana – „Idź, i napraw mój dom, który, jak widzisz, cały idzie w ruinę” (2 Cel 10) Biedaczyna uważał siebie za powołanego. Jak jednak później przyznał, dopiero stopniowo Duch Święty wprowadził go w pełne rozumienie tego zadania odbudowy Kościoła, który „Chrystus nabył własną krwią” (LegW II,1). Święty mówił, że „Pan posłał braci mniejszych w tych ostatnich czasach po to, żeby tym, których ogarnęła ciemność grzechów, pokazywali przykłady światła” (2 Cel 155). Bóg powołał zakon do życia „dla krzewienia wiary, aby bracia odstąpili od uczynków ciemności” i ukazywali wszystkim „przykłady światła” (2 Cel 156). Dawanie dobrego przykładu jest wypełnieniem macierzyńskiego posłannictwa Kościoła i służby chrześcijańskiej formacji innych wiernych, aby „ludzie chwalili Ojca, który jest w niebie” (Mt 5,16). W tym sensie wyraził się kiedyś Biedaczyna, „taki powinien być sposób życia braci wśród ludzi, aby ktokolwiek słysząc ich lub widząc, wielbił Ojca Niebieskiego i wysławiał Go pobożnie” (3 T 58). Święty napisał w Liście do Wiernych te głębokie słowa: „Jesteśmy matkami, gdy Go (Chrystusa) nosimy w sercu i w ciele naszym przez miłość oraz czyste i szczere sumienie, rodzimy Go przez święte uczynki, które powinny przyświecać innym jako wzór” (2 LW 53). Dlatego „Święty radował się z takich zdarzeń, gdy słyszał, że jego synowie dają z siebie przykłady świętości, a tym braciom, co słowem lub czynem przywodzili grzeszników do miłości Chrystusa, udzielał błogosławieństwa, ze wszech miar godnego przyjęcia” (2 Cel 155). Mówił, że kto chce w kościele otrzymać życie, musi przez słowo i czyn na powrót włączyć się w życie Kościoła. Kto doświadczył macierzyństwa Kościoła i z niego czerpie życie, winien je odwzajemnić pomagając do życia innym. „Do tego bowiem zostaliśmy powołani, abyśmy troszczyli się o poranionych, umacniali załamanych, a błądzących przywoływali na właściwą drogę. Wydaje się nam, że wielu jest członkami diabła, którzy będą jeszcze uczniami Chrystusa” (3 T 58). Konieczne jest właśnie odwzajemnienie macierzyńskiej miłości Kościoła jak to wspaniale wyraził św. Bonawentura, pisząc o Franciszku: „Gdy poznał, że dusze, które zostały odkupione cenną krwią Jezusa Chrystusa, są splamione jakimś brudem grzechu, to wówczas specjalnie opłakiwał je z taką czułą litością, że jak matka codziennie rodził je w Chrystusie” (LegW VIII,1).
Kościół jest dla Franciszka nauczycielką prawdziwej wiary. „We wszystkim i ponad wszystko uważał, że trzeba strzec, czuć i zachowywać wiarę świętego Kościoła rzymskiego, bo tylko na niej zasadza się zbawienie wszystkich, co mają się zbawić” (1Cel 62). Dlatego ten kto chce prowadzić ewangeliczne życie, trwać musi mocno przy katolickiej wierze (por. Rz 12,4). „Wszyscy bracia niech będą katolikami, niech żyją i mówią po katolicku. Gdyby który słowem lub postępowaniem odstąpił od wiary i życia katolickiego i nie poprawił się, należy go z naszego braterstwa zupełnie usunąć” (RN 19,1-2). Asyżanin pełen miłosiernej miłości do wszystkich grzeszników, pod tym względem był nieubłagany – dowodzi tego również jego „Testament” – ponieważ wiedział, że tylko wiara Kościoła gwarantuje człowiekowi zbawienie i według tej wiedzy sam żył. Rozprysła się wszelka złość fałszywych nauczycieli; zabłysła wiara katolicka, albowiem Franciszek przez swe życie i słowa przywrócił jej blask.
Kościół jest dla Biedaczyny strażnikiem słowa Bożego. Zawiaduje nim za pośrednictwem kapłanów. Głosi je nam w swojej nauce. Choć słysząc w Porcjunkuli Ewangelię o rozesłaniu uczniów Franciszek z pewnością uważał, że przemawia do niego sam Duch Święty, nie chciał pójść za tym głosem, dopóki kapłan na jego usilną prośbę nie wyłożył mu wspomnianego fragmentu Pisma Świętego. Dopiero wówczas zawołał „rozradowany w Bożym Duchu: To jest to, czego chcę, to jest, czego szukam, to całym sercem pragnę czynić” (1 Cel 22). Święty był mocno przekonany, „że nikt nie może inaczej się zbawić, jak tylko przez święte słowa Pańskie” (2 LW 34). Równie mocno przekonany był, że owe słowa głoszą kapłani Kościoła. Wszystkim zaś, którzy wówczas tak chętnie tłumaczyli sobie słowo Boga według własnego uznania, oświadcza krótko i zwięźle: „I tylko oni (kapłani) powinni to wypełniać, a nikt inny” (tamże 35). Dlatego czcił i szanował kapłanów jako dawców ducha i życia: „I wszystkich teologów i tych, którzy nam podają najświętsze słowa Boże, powinniśmy szanować i czcić jako tych, którzy nam dają ducha i życie” (T 13). Franciszek uważał, że duchem pokuty i nawrócenia obdarowany bywa ten tylko, kto otwiera się w Kościele na przekazywane mu przez jego sługi słowo Boże.
Wreszcie Kościół jest dla Asyżanina szafarzem sakramentów. Niektóre średniowieczne ruchy religijne wychodziły z założenia, że życie według Ewangelii usuwa konieczność przyjmowania sakramentów i w konsekwencji również – Kościół uznawały za nieistotny. Biedaczyna wiedział i potwierdził to własnym postępowaniem, że pokutne życie może ocalić człowieka tylko poprzez sakramenty. Usilnie błagał braci: „I w każdym kazaniu, które głosicie nakłaniajcie lud do pokuty i (przypominajcie), że nikt nie może zbawić się, jeśli nie przyjmuje Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej” (1 LK 6).
Franciszek widział w Kościele szczególnie matkę, która mocą wiary strzeże swe dzieci przed błędnymi drogami i prowadzi bezpiecznie do zbawienia. Widział w nim matkę, która rozdaje słowa Pańskie, a w nich ducha i życie. Widział w nim macierzyństwo obdarowujące życiem w sakramentach, które umożliwiają życie pokuty. Dlatego określał go mianem „świętej matki Kościoła” (Ts 5). Najbardziej zabiegał zawsze o to, aby życie braci zakorzenione było w życiu świętego Kościoła. Skoro w życiu według świętej Ewangelii mieli „zachowywać naukę i naśladować przykład Pana naszego Jezusa Chrystusa” (RN 1,1), winni również według świętego Kościoła rzymskiego „zawsze ze szczególnym oddaniem iść jego czcigodnymi śladami” (2 Cel 24). We wszystkich ważniejszych sprawach wskazywał braciom na „przepisy świętego Kościoła rzymskiego”, wedle których winni kształtować swoje nowe życie: „Nikogo nie wolno przyjmować wbrew praktyce i przepisom Kościoła świętego” (RN 2,12). „Klerycy niech odmawiają oficjum… według zwyczaju przyjętego wśród duchowieństwa” (RN 3,4). „Żaden z braci niech nie głosi kazań wbrew praktyce i zarządzeniom świętego Kościoła” (RN 17,1). We wszystkich miejscach swego pobytu bracia winni odprawiać Mszę św. według przepisów Kościoła rzymskiego (LZ 30). Wszystko, co dotyczy szafowania sakramentów, „mamy obowiązek zachowywać ponad wszystko według przykazań Pańskich i przepisów świętej matki Kościoła” (LD 13). Życie zakonne braci, ich modlitwa, sprawowanie Najświętszej Ofiary, szafowanie sakramentem Eucharystii i oddawana mu cześć, działalność apostolska – wszystko dziać się musi w Kościele, wszystko włączone być winno w jego życie, albowiem bez tego życiodajnego związku nie ma dla człowieka zbawienia i uwielbienia Boga Ojca. W tym świetle rozpatrywać należy usilne upomnienie, które Franciszek kieruje do braci „aby wiernie zachowywali świętą Ewangelię, którą przyrzekli wypełniać, a zwłaszcza, aby byli pełni czci i pobożności w odmawianiu Boskiego oficjum wobec przepisów Kościoła.
Bóg wskazał życie franciszkańskie jako służbę w Kościele i dla Kościoła. Ilekroć nie czyni ono zadość temu posłannictwu, dzieje się to ze szkodą dla wewnętrznego życia Kościoła. Życie nasze winno być nade wszystko ukrytym źródłem błogosławieństwa dla wewnętrznego życia Kościoła. Franciszkanie, wspierający zbawcze działanie Chrystusa w Kościele, są „pomocnikami Boga” (1 Kor 3,9) i Jego pomocnicami. Swoje życie, modlitwy i ofiary dołączają jako uzupełnienie do zbawczego działania Chrystusa. Życie franciszkańskie może być wyłącznie życiem, które pobłogosławił i zatwierdził Kościół święty, albowiem ten tylko, kto dopełnia tego, do czego powołany został i posłany przez Kościół, czyni zadość powołaniu i posłaniu, które otrzymał od Boga. Z pełni tak przez Kościół kształtowanego i w Kościele prowadzonego życia wypływa owo promieniujące łaską błogosławieństwo, które uzdrawiająco i uświęcająco udziela się wszystkim innym członkom Kościoła.
Dla Świętego z Asyżu Kościół jest mistrzynią i matką świętych. Kościół przyjmujący w swoje szeregi nowych wyznawców, wskazuje im drogę do doskonałości, ale życie praktyczne uczy, że do wspólnoty Kościoła należą ludzie dobrzy i źli, święci i wielcy grzesznicy, przeciętni, mierni, borykający się z własnymi trudnościami i stale dźwigający się ze swoich upadków, oraz ludzie obojętni na to, co ich spotka w przyszłym życiu. Kościół służy wszystkim, jednych utwierdza w dobrym, drugich zachęca do wytrwania, innym grozi, upomina ich, nawet karze, wszystkich wychowuje i formuje według wskazań Ewangelii, by stawali się podobni do Jezusa. Ta troska Kościoła o formacje duchową swych członków budziła w Biedaczynie wielkie zaufanie do hierarchii kościelnej: papieża, kardynałów, biskupów, prałatów i księży.
Franciszek zafascynowany był Kościołem, który jest matką świętych. Nie tylko wskazywał drogę uświęcenia osobistego, ale udzielał hojnie środków do osiągnięcia świętości w postaci sakramentów, a szczególnie sakramentu pokuty i Eucharystii; w Kościele rodzili się wielcy święci męczennicy, wyznawcy, dziewice, kobiety. Z grzeszników poprzez pokutę – nawrócenie stawali się świętymi. Tylko w Kościele katolickim dostrzegał Asyżanin świętych i dlatego widział w Nim matkę i mistrzynię wszelkiej świętości dostępnej człowiekowi.
Biedaczyna widział źródło rozdarcia w Kościele w braku posłuszeństwa. Tam, gdzie brakuje posłuszeństwa, rodzi się pycha, bunt, podział, nienawiść i zazdrość. To wszystko nie sprzyja jedności Kościoła. Na przestrzeni wieków niejednokrotnie Kościół upominał swoje dzieci, przestrzegał, a nawet wykluczał z siebie przez klątwy, by tylko zachować jedność z Chrystusem, by nie dopuścić do sprzeniewierzenia się depozytowi wiary. W takich sytuacjach ambicje ludzkie brały górę nad miłością, roztropnością i pokorą i dochodziło do wielkiego zła moralnego oraz zgorszenia. Franciszek wiedząc o tym pragnie całkowicie być uległy i poddany świętemu Kościołowi rzymskiemu, by nie zejść z drogi, na którą z takim trudem po długich modlitwach i postach wkroczył. Chce przejąć się zdrowymi tradycjami, praktykami Kościoła, prawo Kościoła uznaje za wolę Boga, w hierarchii Kościoła dostrzega Boga wskazującego mu drogę życia.
Asyżanin patrzał na papieża jako na autorytet moralny, jako na przedłużenie władzy Chrystusa, jako na źródło formacji prawdziwie chrześcijańskiej. Skoro więc Chrystus zażądał od niego odbudowy Kościoła, to Franciszek tego rodzaju pracę wraz ze swymi braćmi powinien rozpoczynać pod okiem i po otrzymaniu szczególnego błogosławieństwa papieża. Biedaczyna ślubuje posłuszeństwo papieżowi i zobowiązuje swoich następców, by słuchali papieża i jego następców. Historia odpustu Porcjunkuli ukazuje, że chociaż Franciszek otrzymał tę wyjątkową łaskę od Chrystusa, to jednak pragnął, aby papież potwierdził to swoim autorytetem.
Kardynałów, biskupów i kapłanów Franciszek uważał za swoich panów, kierowników, za tych, którzy wskazują mu w imieniu samego Boga jako najbliżsi współpracownicy papieża drogę zbawienia, drogę wiodącą do odrodzenia Kościoła. W nich dostrzega Chrystusa – Kapłana i dlatego starał się im okazywać szacunek, posłuszeństwo, uległość. Szczególną cześć okazywał dłoniom kapłańskim z tego powodu, że kapłani rękami dotykają Ciała Chrystusa w Najświętszym Sakramencie.
Patrząc na postawę życiową Franciszka zaczynamy rozumieć powiedzenie, że historia się powtarza. Jak za czasów Biedaczyny Kościół potrzebował wewnętrznego odrodzenia, tak i dzisiaj wszyscy jesteśmy świadomi tego wielkiego wołania by na świecie było lepiej, by ludzie bardziej żyli Ewangelią. Na drodze do odrodzenia duchowego dzisiejszego społeczeństwa spotykamy bardzo gorliwych chrześcijan, spotykamy ludzi świętych, ale także kontestatorów, bojowników, ludzi szukających odrodzenia na własną rękę, chociaż w oparciu o Ewangelię. Dlatego potrzeba nam spojrzeć na przykład św. Franciszka. On zawierzył władzy kościelnej i dokonał wielkiego odrodzenia chrześcijaństwa, które przetrwało wieki. Podobnie i w nas, kiedy rodzi się poczucie odpowiedzialności, kiedy rodzi się chęć odrodzenia Kościoła, musi się także zrodzić to poczucie, że Kościół jest mistrzynią i matką świętości, że jedynie drogą uległości władzy kościelnej możemy dokonać wielkich dzieł, które przetrwają.
