„Proście wy Boga, o takie mogiły, które łez nie chcą ni skarg ni żałości, lecz dają sercu moc czynu, zdrój siły, na dzień przyszłości” – takie słowa Marii Konopnickiej widnieją na jej grobie na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Nie myliła się wielka poetka. Grób – to miejsce, które może potęgować ból, utwierdzić przekonanie o bezsensowności życia. Może jednak stać się dla wierzącego, który w Nim oczekuje zmartwychwstania, ostatnia tu na ziemi proklamacją wiary w Jezusa – Zwycięzcę śmierci, piekła i szatana. Czym jest dla człowieka grób? Wiele można o tym wywnioskować słuchając mów nad nim wygłaszanych. Nad mogiłą można usłyszeć i to wcale rzadko swoiste współczesne pogańskie zaklęcie: „Cześć jego pamięci”. Jednak różnie to z tą czcią bywa. I żywi niejeden raz musza przyznać, że ich pamięć bywa krótka. Ale te same kłopoty miewają uczniowie Jezusa, którzy  także przywołują pamięć o zmarłym. Co więcej, w ich przypadku chodzi o pamięć „świętą”. Chrześcijanie wiedzą, że „w pamięci wiecznej żyje sprawiedliwy” (por. Ps. 112,6). Jaki sens ma zatem taki sposób mówienia o zmarłych? Jest chyba tak, że słowa te są prośbą do Boga, abyśmy to my nie zapomnieli o tych, którzy wcześniej od nas zakończyli ziemskie pielgrzymowanie. Właśnie dlatego, że krótka i zawodna bywa nasza pamięć i wdzięczność.  

Bywa, że współcześni poganie żegnają  zmarłych cokolwiek szokującym życzeniem: „Niech ci ziemia lekką będzie”. Słuchając takiego „ostatniego pożegnania” zawsze zastanawiałem się, czego tam jest więcej: zwykłej bezmyślności, czy rzeczywistej wiary w życie pozagrobowe (nie mającej nic wspólnego z obiecanym przez Jezusa życiem wiecznym!)? Rozpatrzmy bowiem: jeżeli komuś Dobra Nowina, że „w Domu Ojca jest mieszkań wiele” (J 14,2), za sprawą na przykład spirytyzmu kurczy się do rozmiarów przekonania o jakiejś tam formie bytowania po śmierci, to wtedy słowa te tracą całą swą absurdalność i stają się naprawdę realnym życzeniem. To jest wtedy naprawdę wszystko, co można powiedzieć. Ja jednak jako niepoprawny optymista chcę wierzyć, że to jednak zwykła bezmyślność. Inna rzecz, że taka akurat bezmyślność bywa szczególnie obraźliwa i raniąca. 

„Groby wy nasze, ojczyste mogiły – wy nie ołtarzem próżnej żałoby, lecz twierdzą siły”. To inne słowa Marii Konopnickiej, witające nawiedzających Polską mogiłę zbiorową na cmentarzu Montmorency w Paryżu. Jaka siła jest w stanie uczynić z grobu „twierdzę siły”, która obywa się bez „próżnej żałoby?”. Rzecz ciekawa: dla Jezusa śmierć to tylko sen, zatem stan przejściowy. Bo ten kto śpi – obudzi się. Może to być nawet długi sen, ale obudzi się na pewno. Zasnęła tylko, nie umarła  córeczka Jaira (Mt 9,23-26) i zasnął przyjaciel Jezusa – Łazarz (J 11,11). Dla Jezusa śmierć naprawdę – to grzech. Stąd Jego przestroga: „Pomrzecie w grzechach waszych!” (J 8,24). 

Tak też śmierć rozumiał Franciszek. Radował się wieścią o męczeństwie swych pięciu braci w Maroku i sam witał z radością „siostrę śmierć”. Więc to jest zapewne tak, że to wiara w ciała zmartwychwstanie czyni z grobu „twierdzę siły”, jak tego pragnęła poetka. I nie do końca jest prawdą to, co można czasami przeczytać na nagrobkach: „Tu kres złudzeń i nadziei ziemskich”. Złudzeń – jak najbardziej.  Ale nie nadziei, chyba że ziemskiej. 

Grób to też swoista lekcja prawdziwości wiary tego, kto w nim oczekuje zmartwychwstania i jego najbliższych. 

Zapytano kiedy Spartańskiego wodza Epaminondasa, kogo uważa za największego człowieka: Charbiasza, Ifikratosa czy siebie? odpowiedział wódz: „Zobaczcie, jak każdy z nas będzie umierać; potem dowiecie się, kto był z nas największy”. Parafrazując mądre słowa wodza Spartan można powiedzieć, że by ocenić człowieka, trzeba zobaczyć jego nagrobek i to, co na nim wyryto. Czy będzie tam prośba o modlitwę, uświęcone chrześcijańską tradycją „RiP” – skrót od „Requiescat in Pace” – niech odpoczywa w pokoju? Czy też może raczej mało stosowna próbka erudycji najbliższej rodziny, przytaczającej na nagrobku zmarłego fragment Pieśni trzeciej Horacego (30,6): „Non omnis moriar” (nie wszystek umrę)? Czy naprawdę chrześcijaninowi powinno wystarczać skądinąd godne pochwały przekonanie pogańskiego poety? Groby powinny uczyć, że „śmierci powinno się uczyć tak jak życia”, jak to postulował Staff. To zaś dlatego, że na śmierci i grobie się nie skończy. Trudno jednak o taka wiarę, jeżeli ze śmiercią odruchowo kojarzy nam się biało ubrana bezkształtna postać z kosą. I najzupełniej zapomnieliśmy, że to nie tak. Że będzie zupełnie inaczej. Że to Jezus przyjdzie i zabierze nas do siebie (por. J 14,3). Dopiero wtedy, grób przestaje być symbolem rozpaczy i dramatu odchodzenia. I może to właśnie nasze patrzenie na grób rozstrzyga o autentyczności naszej wiary w ciała zmartwychwstanie?