Konrad urodził się w 1241 roku w Offidzie we Włoszech. Mając 14 lat, wstąpił do zakonu franciszkańskiego w Ascoli Piceno. Rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne, jednak przerwał je i mimo nieprzeciętnych zdolności intelektualnych pełnił proste posługi w klasztorze. Po kilku latach spędzonych w pustelni na Alwerni ponownie rozpoczął studia, a po ich ukończeniu przyjął święcenia kapłańskie. Pełnił posługę kaznodziei, był wielkim mówcą i głosicielem słowa Bożego. Słynął z bardzo prostego i surowego życia. Według podań przez całe życie zakonne nosił tylko jeden habit i zawsze chodził boso. Konrad zmarł 12 grudnia 1306 roku w Bastii niedaleko Asyżu, a jego ciało pochowano w kościele franciszkańskim w Perugii. Papież Pius VII zaaprobował w roku 1817 jego kult. W „Martyrologium franciszkańskim” wspominany jest 12 grudnia.

Był bardzo barwną postacią. „Kwiatki św. Franciszka z Asyżu” poświęcają mu kilka rozdziałów. Według jednego z podań uratowany przez niego wilk, ścigany przez psy i myśliwych, stał się łagodnym zwierzęciem i strzegł później klasztoru.

Konrad znał osobiście pierwszych towarzyszy św. Franciszka z Asyżu, a zwłaszcza brata Leona. Przypuszcza się, że to właśnie od Konrada może pochodzić część ustnych relacji o Franciszku i jego towarzyszach, która znalazła się później w „Dziejach błogosławionego Franciszka i jego towarzyszy”. Sam bowiem troskliwie gromadził fakty i informacje o Serafickim Ojcu, jak też i o początkach zakonu. 

W pewnym okresie życia był związany z ruchem franciszkanów spirytualnych, którzy poszukiwali bardziej surowego stylu życia zakonnego, ale nigdy nie uległ błędnym naukom tego kierunku. 

„Źródła franciszkańskie” nazywają go przedziwnym i gorliwym miłośnikiem ewangelicznej reguły św. Franciszka. Odznaczał się wspaniałością życia zakonnego i takimi zasługami przed Bogiem, iż sam Zbawiciel wielokrotnie uczcił go „tak w jego życiu, jak i w śmierci”.

Gdy jako wędrowiec przybył do klasztoru w Offidzie, bracia prosili go, by przemówił do rozsądku pewnemu młodemu bratu będącemu zgorszeniem dla wspólnoty. Ten wziął go na bok i upomniał pełen miłości, że „zaraz spoczęła ręka Pana na owym młodzieńcu i stał się innym człowiekiem” – posłusznym i miłym, troskliwym i pobożnym, spokojnym i uległym, gorliwym, a wszyscy bracia radowali się i okazywali mu miłość jak aniołowi. A gdy ten młody brat umarł, jego dusza nawiedziła modlącego się przed ołtarzem brata Konrada i rzekła do niego: „Ojcze najdroższy, za łaską Boga i dzięki waszej nauce dobrze mi jest, gdyż nie jestem potępiony; jednakże z powodu różnych moich win, nie w pełni obmytych z powodu krótkiego czasu, jaki miałem, pozostaję w wielkich karach czyśćca. Lecz proszę cię, ojcze, że jak w swej miłości do mnie przyszedłeś mi z pomocą za życia, tak teraz zechciej przyjść mi z pomocą w udrękach i odmów kilka Ojcze nasz, bo twoja modlitwa jest bardzo przyjemna Bogu”. Zrozumiał Konrad udrękę i tęsknotę Bogiem cierpiącej duszy i odmówił sto „Ojcze nasz”, po czym usłyszał głos: „Ojcze najdroższy, w imieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa dziękuję ci, a On tobie za taką miłość odpłaci wieczną zapłatą; gdyż z powodu twych modlitw ja zostałem uwolniony od wszelkich kar i teraz idę do Królestwa Niebieskiego”.

Pewnego razu brat Konrad modlił się na osobności do Przenajświętszej Dziewicy, by mógł odczuć choć trochę tej słodyczy, którą odczuwał starzec Symeon, gdy tulił w objęciach Syna Bożego w dniu jego ofiarowania w świątyni jerozolimskiej. Wówczas Maryja zstąpiła ze swym Synem z nieba w wielkiej jasności i zbliżywszy się do Konrada, złożyła w jego objęcia Jezusa. Uradowany Konrad przyjął Go jak najpobożniej, ucałował i przytulił do swego serca. Widział to brat Piotr, który z ukrycia przyglądał się temu zjawisku, i sam doznał wówczas cudownej pociechy.

Brat Konrad odznaczał się pokorą i unikał rozgłosu. Dlatego też, gdy dzięki całonocnej modlitwie w klasztorze w Siruolo uwolnił od szatana dręczoną przez niego dziewczynę, natychmiast odszedł z tego miejsca, by nie zbiegły się podziwiające go tłumy, że ma moc nad złym duchem.

Z pewnością był człowiekiem ufnej modlitwy, która jest zawsze początkiem, środkiem i końcem wszelkiego dobra. Ona to oświeca duszę – jak czytamy w mądrych pismach pierwszych braci Franciszka – i przez nią dusza rozróżnia dobro od zła. Dlatego każdy człowiek słaby i grzeszny powinien pokornie prosić Boga, by dał mu doskonałe poznanie własnej nędzy i grzechów, ale i łask, jakich doświadcza na co dzień od Boga, który jest Miłością. Kto się nie umie modlić, jakżeż może poznać Boga? Każdy człowiek mądry i rozsądny musi się nieustannie nawracać do ufnej i świętej modlitwy. Jak uczy nas brat Idzi: „Dobre uczynki zdobią duszę, ale ponad wszystko zdobi ją i oświeca modlitwa”, dlatego dopóki trwa życie, nigdy nie można wątpić w Boże miłosierdzie.

Całym sercem ukochał ją i pielęgnował brat Konrad i dlatego czcił Boga w duchu i prawdzie, w prostocie swego serca – jak Seraficki Ojciec Franciszek.